Bladym świtem (a właściwie ciemnym jak noc, bo słońce nie wstaje tu wcześniej niż ok. 7:00) wybrałam się do Celestún - relacjonuje Sylwia Wiśniowska, specjalistka ds. turystyki Grupy Why Not TRAVEL - małego sennego miasteczka rybackiego nad Zatoką Meksykańską. Do tego miejsca pojechałam z 2 powodów: świeże owoce morza serwowane na plaży oraz największa atrakcja: Rezerwat Biosfery Ría Celestún, zamieszkały przez tysiące flamingów.
W autobusie o 5 rano poza drzemiącymi lokalsami spotkałam dwóch backpakersów z Korsyki. Razem dotarliśmy na plażę w Celestún i tam wynajęliśmy lanchę – łódkę, razem z lanchero – sternikiem i naturalist guide w jednym. Łódki są zazwyczaj 10-osobowe, więc lepiej zebrać większą grupę tak aby koszt wynajmu był jak najmniejszy. Po ok. godzinie oczekiwania, gdy nie pojawił się żaden „ptasi” amator stwierdziliśmy, że nie będziemy więcej czekać i zdecydowaliśmy się na vipowską podróż we trójkę. Była to kosztowna ale bardzo dobra decyzja - mogliśmy w ciszy i spokoju kontemplować cuda natury roztaczające się wokół nas!

Lancheros pod swoją palapą oraz trasa wyprawy.

Ría Celestún

Ría Celestún

Ría Celestún

Ría Celestún
Reszta dnia w Celestún to wędrówka od palapy do palapy, a w każdej z nich inne, przepyszne i świeże owoce morza, spacer po kolorowym miasteczku oraz bezowocne próby łowienia metodą „na żyłkę” z tutejszego molo pod profesjonalnym okiem miejscowych rybaków.
Dzień upłynął przyjemnie, smacznie, wśród pięknych widoków na miasto i Zatokę Meksykańską.

Celestún



Zachęcamy do przeczytania poprzedniej relacji Sylwii z wyprawy do Meksyku:
Meksyk - wyprawa marzeń, cz. 1 Merida
Relacje i zdjęcia - Sylwia Wiśniowska- specjalista ds. turystyki Grupy Why Not TRAVEL