Meksyk, wyprawa marzeń Sylwii Wiśniowskiej - specjalistki ds. turystyki, która zdecydowała się na odważną i samodzielną podróż! Zachęcamy do przeczytania jej niesamowitych relacji oraz obejrzenia wspaniałych zdjęć.
Prawie dwunastogodzinna podróż dreamlinerem o wdzięcznym imieniu Franek minęła zaskakująco szybko. Po nocy spędzonej w małym hosteliku w pobliżu dworca w centrum Cancún złapałam pierwszy poranny autobus do jednego z najpiękniejszych meksykańskich miast - Meridy.
Transport publiczny w Meksyku to świetna sprawa dla tych, którzy podróżują na własną rękę. Autobusami pierwszej i drugiej klasy lub busikami colectivos dojedziemy niemal wszędzie za naprawdę niską cenę.
Do Meridy dojedziemy bezpośrednim autobusem z Cancún. Jest to długa, bardzo monotonna i usypiająca podróż.
Warto tak zaplanować podróż, aby do miasta trafić w niedzielę. Niedziele w Meridzie to magiczna podróż w czasie do epoki kiedy funkcjonowały w okolicy zamożne, wielkie hacjendy. Ulice wokół głównego placu (zócalo) zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i przez cały dzień odbywa się: vaquería yucateca – folklor, metyskie tańce (m.in. jarana yucateca), regionalna gastronomia na wolnym powietrzu, rękodzieło. Panuje tam magiczna atmosfera!


Słynne tacos i agua de fruta – czyli według mnie meksykańska wersja kompotu :)
Czas spędzony w Meridzie dobrze przeznaczyć również na…zakupy. Dostaniemy tu najlepszej jakości hamaki, kapelusze panama (zwane również jipijapa), koszule guayabara. Poza tym jest to raj zakupowy dla wielbicieli folkloru. Jukatan jest jednym z meksykańskich stanów, gdzie majańska kultura jest najbardziej widoczna. Na przykład w wysokiej jakości i różnorodności wyrobów rękodzielniczych, w casas de artesanía lub bezpośrednio u lokalnych sprzedawców na ulicy znajdziemy mnóstwo pięknych ręcznie wykonanych ozdób, torebek, biżuterii, itp.

Casa de artesanía. Mérida

Oryginalny kapelusz panama powinien po zgnieceniu powrócić do pierwotnego kształtu. Mój przetrwał długi lot do Polski zwinięty w torebce, po rozpakowaniu wygląda jak nowy.
Natomiast targ Mercado Lucas De Galvéz to świetne miejsce na zakup cudownych egzotycznych owoców i żywności. Wiele ze składników tradycyjnych jukatańskich potraw można kupić tylko tutaj – Majowie z pobliskich wiosek przyjeżdżają do miasta sprzedawać swoje wyroby.
Będąc w Meridzie obowiązkowa trzeba zobaczyć (bezpłatnie) Palacio del Gobierno – znajduje się tam wystawa tak bardzo charakterystycznej dla Meksyku formy sztuki jaką są murale – ogromne dzieła lokalnego artysty Fernando Castro Pacheco przedstawiają historię Jukatanu.
Kolejnym obowiązkowym punktem jest Katedra San Ildefonso. Drugą (po tej w Santo Domingo na Dominikanie) najstarsza katedra w Ameryce. W surowym wnętrzu znajduje się kilka fotografii upamiętniających wizytę papieża Jana Pawła II, który tą część Meksyku odwiedził w 1993 roku.

Zócalo w Meridzie, w tle Katedra. Białe ławeczki sillas secreteros zostały zainstalowane na głównym placu w 1915 r. Dziś są charakterystycznym punktem w krajobrazie na placach w większości miast i miasteczek.
Polecam również dłuższy spacer wzdłuż Paseo de Montejo. Jest to najważniejsza, najbardziej reprezentatywna ulica w mieście, nazwana na cześć fundatora miasta i konkwistadora Jukatanu - Francisco de Montejo.
Koniec XIX wieku to lata „zielonego złota” (henequen) - mieszkańcy Meridy wzbogacili się na handlu włóknem pozyskiwanym z tej rośliny. Ich piękne domostwa i pałac to dziś główna z atrakcji Paseo de Montejo. Moje pierwsze skojarzenie podczas spaceru tą elegancką avenidą to paryskie Pola Elizejskie. I rzeczywiście - później dowiedziałam się, że właśnie w XIX w. w czasach bogatych magnatów Mérida dumnie nazywana była przez swoich mieszkańców… Paryżem Nowego Świata.

Jedna z rezydencji na Paseo de Montejo.
W Meridzie czas można spędzać na wiele sposobów – targi, galerie sztuki, muzea, teatry, urocze uliczki, kolonialna architektura, parki pełne zieleni i stoisk z pysznym jedzeniem - jest to miasto stworzone do spacerowania.
Znajdują się tu dziesiątki parków i placów. Poza głównym placem miejskim - zócalo, każda niemal dzielnica posiada swój własny park, który jest centrum wydarzeń kulturowo-rozrywkowych. Ja w jednym z takich małych uroczych parków trafiłam na małą popołudniową fiestę: muzyka na żywo - boysband rodem z latynoskich telenoweli, czyli zespół 5 panów w obowiązkowo długich włosach oraz identycznych jaskrawozielonych marynarkach i dźwięki porywającej cumbii. Cały park wypełniali spontanicznie tańczący przechodnie i mieszkańcy dzielnicy.
Wieczorną porą zostałam zaproszona do innego parku, gdzie odbywał się festiwal salsy – muzyka na żywo, kilka wielkich orkiestr i żywiołowe kawałki, począwszy od lat 80. do kompozycji współczesnych – niezapomniana, gorąca latynoska noc. Wspaniałe doświadczenie!
W Meridzie polecam hostel Nomadas – tylko pięć przecznic od centrum, sale sypialne poza tradycyjnymi piętrowymi łóżkami wyposażone są w hamaki, więc można spędzić noc w tradycyjny sposób. Na terenie hostelu jest świetny basen z palmowym ogrodem i hamakami – mały raj w środku miasta. Poza tym wieczorne darmowe lekcje salsy, meksykańskie gotowanie, poranna joga. Oraz co ciekawe (nie wiem czy jest tak w całym kraju) ale w każdym nawet najpodlejszym hosteliku w jakim nocowałam wifi zawsze jest dostępne i zawsze jest bezpłatne.

Hostel Nomadas w Meridzie.
Bladym świtem (a właściwie ciemnym jak noc, bo słońce nie wstaje tu wcześniej niż ok. 7:00) wybrałam się do Celestún - małego sennego miasteczka rybackiego nad Zatoką Meksykańską. O tym co tam zobaczyłam dowiecie się w następnym wpisie!
Meksyk - wyprawa marzeń, cz. 5 Chichén Itzá
Meksyk - wyprawa marzeń, cz. 4 Valladolid
Meksyk - wyprawa marzeń, cz. 3 Ruiny Uxmal i Kabah
Meksyk - wyprawa marzeń, cz. 2 Celestún
Relacje i zdjęcia - Sylwia Wiśniowska- specjalista ds. turystyki Grupy Why Not TRAVEL